Każda młoda pszczółka musi przejść kolejne szczeble zawodowe: od sprzątaczki po karmienie larw i pacykowanie wosku. Potem może polecieć na pierwszy oblot. Jeśli z niego wróci, pszczoły dopuszczą ją do „dorosłych” prac.
Za domem w jednej z izerskich wsi stoi całe osiedle uli Zdzisława Gibesa. Jest ich kilkadziesiąt, wszystkie własnej roboty: nawet szkoła, młyn i kościółek. Wokół huczy i bzyczy. Pszczoły są wszędzie. Tysiące żółto-czarnych owadów. Wyglądają groźnie, ale jeśli podejdzie się do nich spokojnie, bez machania rękami, nic złego nie zrobią. Trochę niebezpieczne stają się dopiero jesienią, gdy zbierają zimowe zapasy.
Ule pan Zdzisław miał już 30 lat temu; wtedy z pasieki nic nie wyszło. – Wkoło opryskiwali lasy i wszystkie pszczoły poszły na zatracenie – wspomina. – Nikt się nimi nie przejmował, a przecież jeżeli wyginą, to w ciągu kilku lat drzewa przestaną owocować, a kwiaty znikną. Pasieką zajął się na rencie. – Człowiek ma więcej czasu, a przy tych malutkich owadach jest strasznie dużo roboty, nie ma wolnych niedziel, wakacji czy wyjazdów. Może zimą jest trochę luźniej, choć nie bezczynnie: pszczoły podkarmiam wtedy cukrem. Do każdego ula trzeba codziennie zajrzeć, sprawdzić, czy nie powstały mateczniki lub nie wyroiła się nowa królowa.
Nowa królowa to nowy rój, który szuka miejsca na zbudowanie kokonu. Gdy go zrobi, czeka na gospodarza 30, może 40 minut. Jeśli nowego roju nie zabierze, pszczoły uciekną. Taki kokon powinno się jak najszybciej umieścić w specjalnej skrzynce. – Najważniejsze, aby znalazła się w niej królowa. Wtedy inne pszczoły z jej roju pójdą za nią – mówi pan Zdzisław, który swoje ule ma nie tylko pod domem, ale i na polach zaprzyjaźnionych gospodarzy. Z tych w ogrodzie zbiera miód wielokwiatowy. Z domków pod lasem, na polu rzepaku – miód rzepakowy. Na wrzosy, późnym latem i wczesną jesienią, wywozi swoje pszczoły aż za Bolesławiec. A od kilku lat marzy o zbieraniu miodu z kwiatów facelii. – To wielka rzadkość. Ponoć już w tym roku ma wejść do kanonu miodów. Produkcja bursztynowego smakołyku zależy od pogody. – W słoneczne i ciepłe dni pszczoły ochoczo biorą się do roboty. Kwiaty dają nektar i wszystko idzie wspaniale. Gdy do tego jest urodzaj, miód zbieram raz dziennie. Jeśli jednak pada, wieje i jest chłodno, pszczoły są złe, a ich zbiory mizerne.
– Czy pszczoły pana poznają? – pytam z ciekawości. – Oczywiście, one dobrze wiedzą, kto się nimi zajmuje. I nie lubią zmian. Jeśli żona zrobi pranie w nowym proszku, są niezadowolone. Mój zapach staje się dla nich obcy, a to mi dobrze nie wróży – mruga porozumiewawczo. Ul żyje także zimą. Gdy na zewnątrz temperatura spada poniżej zera, w kłębie, w którym siedzi królowa matka, są 24 st. C. Pszczoły wachlują skrzydełkami i obracają się tak, by te z wewnątrz kłębu znalazły się na zewnątrz, a te spod spodu na górze. Natura stworzyła fantastyczny mechanizm, który doskonale działa.
Tekst: Agnieszka Budo
Fotografie: Ewa Bełdowska