Wybieramy pompę ciepła
Przyjemnie jest wychodzić z wanny na ciepłą podłogę, a zimą spacerować boso po domu. Koty błogo drzemią rozciągnięte na rozgrzanej terakocie. Pokojów nie szpecą kaloryfery. I do tego oszczędzamy, nawet w trzaskające mrozy. Jak to możliwe? Dzięki pompie ciepła.
Nie chciałam mieszkać pod jednym dachem z gazem. Odkąd koleżanka miała wypadek, bo z piecyka w łazience ulatniał się czad, boję się i basta. Początkowo więc względy ekonomiczne czy ekologiczne były drugorzędne. Liczyło się bezpieczeństwo i komfort psychiczny. Deweloper zapewniał, że z pompą żyje się tanio i doszliśmy do wniosku, że pierwsza zima pokaże, czy ma rację. Miał, choć była sroga, a temperatura spadała nocą poniżej 30°C. Z oszczędności zdaliśmy sobie sprawę przy pierwszym rachunku. Za ogrzanie 130-metrowego domu w Czarnej Strudze zapłaciliśmy tyle, ile za prąd i gaz w 55-metrowym warszawskim mieszkaniu.
Zimno, które grzeje
Ziemia nagrzewa się od słońca, a my jej to ciepło odbieramy. Niezależnie od pory roku. Jakkolwiek fantastycznie to brzmi, taka jest prawda. Zimno w ciepło zamienia specjalna pompa. Pobiera energię słoneczną z gruntu przez tak zwany kolektor dolny i przenosi ją wyżej, do budynku. W czasie mrozów ziemia ma zaledwie kilka stopni – jak więc możliwe, że to wystarcza do ogrzania całego domu i wody? Pompa wygląda jak lodówka i działa identycznie. Ta sama technologia, lecz odwrócony efekt. Lodówka odbiera ciepło z jedzenia i obniża jego temperaturę. Pompa odbiera ciepło z ziemi, a sprężarka podnosi jego temperaturę do takiej, która zapewni nam komfort. W ten sposób wytwarza energię grzewczą za darmo. Dzięki niej jesteśmy niezależni od ciągle rosnących cen gazu i oleju opałowego. Płacimy jedynie za prąd potrzebny do uruchomienia sprężarki i przepompowania ciepła.
Pompa jest cicha, raz ustawiona – nie wymaga dostrajania. Ważne tylko, żeby zamontowali i zaprogramowali ją przeszkoleni fachowcy, a nie tańszy hydraulik złota rączka. Sterują nią mikroprocesory i czujki elektryczne, które reagują na zmiany pogody i dostosowują do niej temperaturę w domu. Nie znaczy to oczywiście, że żyjemy w Matriksie rządzonym przez maszyny – my też mamy wpływ na nasze ciepło. Jeśli marzniemy już wczesną jesienią, możemy tak zaprogramować pompę, żeby włączała się wcześniej, we wrześniu. Wreszcie ręcznie ustawiamy optymalną temperaturę w sypialniach (około 18–19°C, bo w takiej śpi się najlepiej), salonie, gabinecie i w łazience (22–23°C). Na koniec – ekologia. Podczas przepompowywania energii z gruntu do domu niczego nie palimy. Nie ma więc dymu, nie wytwarzamy toksycznych spalin. Darmowa energia jest dosłownie i w przenośni nagrodą za poszanowanie środowiska.
Wybieramy pompę
Ogrzewanie domu to bez wątpienia największa pozycja w całorocznym rozliczeniu – około 75 procent. Dlatego zanim zaczniemy budować, zastanówmy się, jak zapewnić sobie tanie ciepło. Jeśli będziemy się we własnym domu trząść z zimna, piękne meble czy najlepszy sprzęt AGD przestaną mieć znaczenie. Możemy wybierać spośród kilku rodzajów pomp. Są takie, które czerpią wodę ze studni, odzyskują z niej ciepło i zrzucają do drugiej studni, dlatego nazwano je „woda-woda”. Wymagają robienia odwiertów, są drogie, mogą się zamulić. Pompy „solanka-woda” potrzebują terenu trzy razy większego niż dom. Trzeba bowiem 1,5 metra pod ziemią rozłożyć rurki, przez które przepływa glikol i odzyskuje ciepło. Posadzimy nad nimi kwiaty i krzewy, ale nie drzewa, bo głębokie korzenie mogą uszkodzić rurki. Lepsze są pompy z sondami pozyskującymi ciepło z gruntu. Trzeba jednak wykonać projekt prac geologicznych i zanieść do starostwa. Koszt robót ziemnych można ogólnie wyliczyć – odwiert powinien mieć tyle metrów, ile zamierzamy ogrzać. Za każdy metr zapłacimy od 95 do 110 zł. Jest to system sprawny, niezawodny i najbardziej ekonomiczny. Po połączeniu z ogrzewaniem podłogowym za pobrany kilowat pompa oddaje cztery–pięć. Wadą są dodatkowe zezwolenia i wyższa cena.
A może z powietrza?
Wreszcie – hit ostatnich lat, czyli pompa powietrzna. Pobrany kilowat wypracowuje około 3,5 kW za darmo, nie trzeba kopać, wiercić, zdobywać pozwoleń. Urządzenie składa się z modułu zewnętrznego i wewnętrznego, które tworzą powietrzno-wodny system ogrzewania domu oraz przygotowania ciepłej wody. Jak to działa? Ot, ustawiamy kostkę wśród kwiatów lub krzewów w ogrodzie i od czasu do czasu mamy ubaw, bo urządzenie musi się odszronić, a wtedy pluje jak armatka śnieżna. Moduł wewnętrzny zawiera podgrzewacz wody użytkowej i regulator pogodowy.
NA PODŁODZE, POD PODŁOGĄ
• Aby jak najlepiej wykorzystywać ogrzewanie pod stopami, musimy ułożyć posadzki z materiału dobrze przenoszącego ciepło. Najlepsze są gres, terakota lub kamień. Ewentualnie specjalnie przystosowane drewno, tak zwane finishparkiety. Najlepiej pytać o nie sprzedawców, bo producenci dają certyfikaty na swoje podłogi.
• Co zrobić, żeby ciepło nie uciekało z budynku? Docieplić dom. Rurki z wodą najlepiej układać na tak zwanej płycie fundamentowo-grzewczej, która nie tylko stabilizuje, ale i chroni przed utratą ciepła. Tak buduje się w Skandynawii.
GDY WYŁĄCZĄ PRĄD
Wyobraźmy sobie kataklizm – wichura lub śnieżyca zrywają druty albo piorun trafia w stację energetyczną. W efekcie nie mamy prądu. Co wtedy? No cóż, pompa, podobnie jak inne urządzenia, przestanie pracować. Trzeba jednak pamiętać, że system bardzo wolno reaguje, bo w podłodze krąży kilkaset litrów ogrzanej wody. Nie grozi nam więc gwałtowny spadek temperatury w domu. Owszem, zrobi się chłodniej o stopień-dwa w ciągu doby, ale to wszystko. Jeśli zamontujemy bufor (specjalny kocioł), który zbiera nocą nadwyżki ciepła, jesteśmy bezpieczni do czasu, aż ekipa z elektrowni naprawi uszkodzenia.
RATUNEK DLA PORTFELA
Rady Tadeusza Kowalika, dewelopera, który od kilku lat buduje ekologiczne domy z pompami ciepła.
• Tradycyjnie do ogrzewania domów używamy gazu, ale jego ceny robią się nieprzystępne. Źródła alternatywne to ratunek.
• Jeśli przymierzamy się do kupienia pompy ciepła, warto zlecić tak zwany audyt energetyczny budynku. Wydamy około 700 zł, ale specjalista dobierze moc pompy. Nie kierujmy się więc ceną urządzenia, ale potrzebami rodziny.
• To fakt, pompa ciepła jest droższa od dobrego kotła gazowego lub olejowego, ale „w praniu” szybko okazuje się, że koszty jej eksploatacji są bez porównania niższe. Porządny kocioł kosztuje około 7 tys. zł, do tego trzeba doliczyć doprowadzenie gazu, zrobienie projektu. Różnica między kotłem a pompą może wynieść zaledwie 10 tys. zł, a więc jest minimalna, zwłaszcza w porównaniu z innymi nakładami. Sęk w tym, że o ogrzewaniu myślimy często na końcu budowy, gdy jesteśmy już spłukani.
• Najlepsze pompy odzyskują energię z gruntu. Jeśli zdecydujemy się przy okazji na ogrzewanie podłogowe lub ścienne (dobre, gdy nie budujemy nowego domu, a odnawiamy stary), stworzymy najbardziej ekonomiczny system ogrzewania. Temperatura nośnika energii (glikolu) to około 35°C i w zupełności wystarcza, by było nam ciepło. Takie ogrzewanie zapewnia także tak zwany współczynnik dobroci pompy powyżej 4, a nawet 5. Oznacza to, że urządzenie za każdy pobrany kilowat oddaje aż cztery-pięć darmowych.
Pompa ciepła firmy Viessmann.
Tekst: Joanna Halena
Fotografie: Andreas Von Einsiedel/East News, Archiwa Firm
Za pomoc dziękujemy firmie Olszanica Pompy Ciepła, www.powodzenie.com.pl