sójka

Sójka łobuzica: utrapienie myśliwych i postrach działkowców

Zwierzęta w naturze

Wcale nie wybiera się za morze, bo i po co, skoro w Polsce ma wystarczająco dużo smakowitych orzeszków i nasion, które uwielbia. Potrafi naśladować dźwięk telefonu lub stukanie młotka, odważnie broni swojego gniazda i pisklaków, a przy tym jest zadziwiająco inteligenta - oto sójka! 

reklama

Sójki (łac. garrulus glandarius) to duże, bardzo bystre i silne ptaki z rodziny krukowatych. Para sójek pogoni kota nawet dużemu kotu. Zwłaszcza jeśli spróbuje wybrać im z gniazda pisklaki. Na dodatek potrafią przy tym przeraźliwie... miauczeć. Tak, tak. Sójki „mówią” w różnych językach, mają unikatowy repertuar głosów i talent do papugowania. Ci przedstawiciele krukowatych naśladują wszystko, co im wpadnie w ucho – i szczekanie, i pisk myszołowa lub jastrzębia. Niekiedy aż trudno uwierzyć, że to, co słyszymy w lesie, to głos sójek, które są doskonałymi naśladowcami głosów innych ptaków.

Jak to możliwe, że sójka potrafi naśladować głosy innych zwierząt?

Ich inteligencję wykorzystywali ludzie od pra-dziejów. W starożytnej Grecji chłopcy wybierali z gniazd młode sójki i tresowali w naśladowaniu mowy. Sztuka polegała na nauczeniu ich na przykład imienia panny z sąsiedztwa. Uciechy było przy tym co niemiara, zwłaszcza gdy sójka nagle zaczynała chwalić króla lub narzekać na pogodę.

W azylu dla ptaków w warszawskim zoo wychowywałem dziesiątki sójek. Są bardzo sympatycznymi podopiecznymi. Kiedy się najedzą, to odpoczywają lub rozrabiają. A przy okazji skrzypią jak drzwi, stukają jak młotek, dzwonią jak telefon. Wypuszczamy takie hałaśliwe cudaki w ogrodach zoologicznych lub w parkach, a ludzie opowiadają potem o ptakach, które zagadują: „Dzień dobry”, „Dobra, dobra” albo „Makabrrra” z mocno akcentowanym „r”.

Tłusta, wypasiona jesienią sójka może ważyć nawet 200 g, tyle co kostka masła. Wiosną, zwłaszcza po ostrej zimie, traci ćwierć swej wagi. Samce wyglądają tak jak samice. Mają aż 35 cm, ale jedna trzecia przypada na ogon. Młode odróżnimy od dorosłych na podstawie upierzenia, pod warunkiem że uda się obejrzeć skrzydło i policzyć czarne prążki na piórze. Od sześciu do dziewięciu ma młodzież, a od dziewięciu do dwunastu – starszyzna. Błękitna barwa ich pióra to wcale nie zasługa niebieskiego barwnika (bo go nie mają), lecz specjalnej struktury, w której rozszczepia się wiązka światła i odbite zostaje właśnie niebieskie. Dlatego piórka są jaskrawe, nawet gdy przez kilkadziesiąt lat zdobią myśliwski kapelusz dziadka. Uroda sójek jest wieczna!

Sójki coraz chętniej budują gniazda w pobliżu skupisk ludzkich

Romans sójek na drzewie

Zalecać się do siebie zaczynają dopiero wtedy, gdy wiosna nabierze rozmachu i rozpocznie się okres lęgowy. Sójki tworzą związki monogamiczne. Swoje gniazda budują najchętniej w gęstych koronach i rozwidleniu gałęzi drzew iglastych, w świerkach i tujach, a z braku laku nawet w przydomowych altankach. Jak większość ptaków krukowatych, sójki również klecą swój dom ze zręcznie splecionych patyków i gałązek z wyściółką z miękkich części roślin. I wcale nie uciekają przed człowiekiem, wręcz przeciwnie: już dawno porzuciły dzikie leśne życie. Coraz więcej ich w miastach, na działkach, w ogrodach.

Oboje rodzice uczestniczą we wszystkich obowiązkach rodzinnych, zajmując się budową gniazda i opieką nad potomstwem. Są też w stałym kontakcie głosowym, by w razie zagrożenia alarmować siebie nawzajem. Tylko w pobliżu gniazda zachowują się wyjątkowo cicho. Samica składa zazwyczaj sześć jaj. W lęgach powtarzanych po stracie pierwszego, co się zdarza, bo sójkom zagrażają kuny, koty, wrony, kruki i inne drapieżniki, mogą być trzy, cztery. Samiczka podczas wysiadywania jaj jest tak wytrwała, że można ją nawet dotknąć ręką. Z reguły w porę ostrzega ją samiec, a wtedy cichcem ucieka.

Po 16-17 dniach wykluwają się pisklęta, które zostają w gnieździe około miesiąca. Różnica wieku między najstarszym a najmłodszym może wynosić pięć, sześć dni. Potomstwem zajmują się oboje rodzice, znosząc im jedzenie i jeszcze przez wiele dni czuwając nad bezpieczeństwem rodziny. Młode, podobne do dorosłych, trzymają się blisko rodziców, ucząc się zdobywania pokarmu i radzenia sobie z niebezpieczeństwem.

Sójki potrafią nawet obronić potomstwo przed mniejszymi drapieżnikami. Wiosną i latem szybko i zwinnie polują głównie na owady (nawet osy) i bezkręgowce, a także drobne gryzonie, pisklęta innych ptaków, jaszczurki. W menu sójek znajdują się też owoce leśne. Jesienią natomiast przeważa w nim pokarm roślinny: żołędzie, bukiew i orzechy laskowe. Zerwany lub znaleziony żołądź sójka ukrywa w zagłębieniu pod językiem, drugi chwyta w dziób i odlatuje w znane tylko sobie (i często zapominane) miejsce, gdzie zakopuje zapasy na zimę pod mchem, chowa pod płatem kory lub w szczelinie drzewa. Wielu właścicieli takich spiżarni ginie podczas zimy i skrytek nikt nie opróżnia. Dzięki temu nagle w ogrodzie wyrastają dęby, buki i leszczyny, chociaż nie ma tych drzew w pobliżu.

Jesienią samce i samice zgrupowane w większe stadka zaczynają koczować w poszukiwaniu obficie owocujących dębów, buków albo leszczyn. Większość ptaków prowadzi osiadły tryb życia, a jedynie młode są skazane na tułaczkę w poszukiwaniu własnych rewirów. Tak więc sójki za morze się nie wybierają i wcale nie mają zamiaru opuszczać Polski, co najwyżej może im się zdarzyć stukilometrowy przelot na południe lub zachód, zwłaszcza w srogie zimy.

Sójka: postrach myśliwego

Są tacy, którzy sójek nie lubią. Na przykład myśliwi. Jak się ptaszysko takiego uczepi w lesie, to lamentuje i skrzeczy wniebogłosy: właśnie w ten sposób sójki ostrzegają przed niebezpieczeństwem. Uciec przed ptakiem się nie da. Z polowania nici. Druga grupa wrogów to działkowcy. Narzekają, że im orzeszki zabierają, poziomki, jagody, plastikowe etykietki, sznurki, spinacze i że zjadają wróble i pokrzewki oraz plądrują gniazda innych ptaków. Trudno nie przyznać im racji.

W obronie sójek napiszę to samo, co kiedyś o srokach. Są piękne (trudno zaprzeczyć), niezwykle inteligentne i rodzaju żeńskiego
(nie tylko w naszym języku). Wniosek nasuwa się jeden – one muszą być niebezpieczne!

O zwierzętach opowiada dr Andrzej G. Kruszewicz, lekarz weterynarii, ornitolog, znawca ptasich obyczajów, autor wielu książek, dyrektor warszawskiego zoo

Zdjęcia: Mirena Mika, Grzegorz Sawicki, Urszula Frydrych/Birdwatching.pl

Zobacz również