Spotkanie z kleszczem
No i taką sobie cywilizację wypracowaliśmy, że teraz od niej uciekamy. Aby dalej od miasta. Najlepiej na własną werandę. Niestety, niczego dobrego się w mieście nie nauczyliśmy i nawet gdy wkraczamy na nowy teren, nie bardzo umiemy uszanować tych, którzy zajęli go wcześniej.
Tym bardziej że większość z nas należy do „naturalnych ignorantów”, którzy dzielą żywy świat na „skakale, latale, sierściuchy i gadzinę”. No i, oczywiście, swojego psa, ewentualnie kota. One do sierściuchów nie należą – one (moje) miastowe! Z przykrością stwierdzam, że owych latali, skakali i innych jest coraz mniej, i to za naszą, mieszczuchów, sprawą. Zwalamy wszystko na chemię w rolnictwie i przemysłowe wyziewy, a powinniśmy zacząć od własnego podwórka i werandy. Należymy do świata żywego i jeżeli on zginie, to my razem z nim. Nasze psy też. Sama uciekłam z miasta. Mieszkam na wsi i bardzo sobie to chwalę. Moje psy i koty też. Chyba udało mi się nie zniechęcić lokalnych mieszkańców do naszego sąsiedztwa. W ogrodzie żyje cała rzesza braci mniejszej: żaby, ropuchy, jaszczurki, zaskrońce, jeże, krety, norniki, myszy, owady, pająki i zmora naszych czasów – kleszcze.
Każdy mieszczuch wie, jakim zagrożeniem są te niewielkie roztocza. Można je spotkać na większości miejskich skwerów. Jednak na własnym podwórku wolałoby się ich nie mieć. Nie jest to możliwe. Kleszcze były zawsze. A jednak ani ród psi, ani ludzki nie wyginęły, zatem, po pierwsze, nie ma co wpadać w panikę. Po drugie, istnieją sposoby, aby zminimalizować zagrożenie przenoszonymi przez nie chorobami. W Polsce występuje kilka gatunków kleszczy i wszystkie lubią wyczekiwać ofiar w gęstych chaszczach. Wysoka trawa, krzewy i zarośla – najlepiej na wilgotnym podłożu – to ich ulubione miejsca.
Strzyżenie trawy to jeden z warunków unikania tych roztoczy. Bardzo przestrzegam przed używaniem środków insektobójczych w ogrodzie. Przede wszystkim zabijają nie tylko niemile widzianych gości, ale i innych, niesłychanie pożytecznych – owady, bez których nie przetrwamy. Nie naśladujmy Chińczyków. W niektórych chińskich kantonach wyginęły już owady zapylające kwiaty. Wielkie plantacje gruszek nashi stanęły w obliczu zagłady. Chińczyków jest tak dużo, że wystarczyło chętnych do ręcznego zapylania. Zbierają pyłek i ptasimi piórkami zapylają kwiaty. Jednak nie bardzo widzę Polaków ganiających po sadach z piórkami w garści.
Owady, nawet kleszcze, są bardzo ważnym, powiedziałabym: bezwzględnie potrzebnym ogniwem w łańcuchu pokarmowym – łańcuchu życia na naszej planecie. Nie znaczy to wcale, że mamy pozwolić pasożytować kleszczom na sobie i na naszych zwierzętach. W przypadku psów i kotów należy stosować zalecone przez lekarza weterynarii preparaty przeciwkleszczowe. Najbezpieczniejsze dla zwierząt i ludzi żyjących w ich bliskości są płynne środki aplikowane na skórę. Wchłaniają się dość szybko i zabezpieczają przeciw roztoczom na mniej więcej cztery miesiące. Zabieg należy powtarzać przez cały okres przebywania kleszczy w środowisku. Pamiętajmy, że nie ma środków skutecznych w stu procentach. I tak powinniśmy codziennie obejrzeć psa i kota, a także własne ciało, jeśli byliśmy na spacerze. Kleszcze mają w ślinie substancje znieczulające – nie boli, gdy się przyczepiają. Zarówno u ludzi, jak i u psów lubią żerować w okolicach głowy. Preferują psie uszy i szyje, a u ludzi najchętniej przyczepiają się na granicy skóry owłosionej i nieowłosionej, np. na karku.
Nie wpadajmy w panikę, jeśli znajdziemy przyczepionego na gapę pasażera – nie każdy kleszcz jest nosicielem groźnej dla psa lub człowieka choroby (dla zdrowych kotów są minimalnym zagrożeniem). A nawet nosiciele zaczynają zarażać rozlicznymi chorobami dopiero po dłuższym, nawet dwunastogodzinnym, żerowaniu. Im wcześniej się ich pozbędziemy, tym zagrożenie jest mniejsze. Nie trzeba ich niczym smarować, tylko jak najszybciej usunąć. Można to zrobić palcami lub pęsetą. Wykręcanie w lewo czy prawo nie ma sensu, bo kleszcz to nie śruba z gwintem. Ważne, aby w czasie wyciągania nie ściskać go palcami, żeby nie zrobić z pasożyta czegoś w rodzaju ministrzykawki i nie wtłoczyć do organizmu chorobotwórczych drobnoustrojów.
Tak jak każde ciało obce, np. drzazga, zostanie odrzucona w postaci miniropnia. Najczęściej roznoszone przez kleszcze choroby ludzi to borelioza i wirusowe zapalenie opon mózgowych. Psy także chorują na boreliozę, ale znacznie od niej groźniejsza jest piroplazmoza, zwana babeszjozą. Poza tym i ludzie, i psy chorują na roznoszone przez kleszcze riketsjozy.
Co może być sygnałem alarmowym w okresie inwazji kleszczy? Każde pogorszenie samopoczucia psa – jeśli jest smutny, stracił apetyt, ma podwyższoną temperaturę – trzeba skonsultować z weterynarzem. My sami też nie powinniśmy lekceważyć grypopodobnych objawów, jeśli mieliśmy spotkanie z kleszczem. Tak może objawiać się borelioza. Pamiętajmy, że te choroby wcześnie wykryte i prawidłowo leczone nie są groźne dla życia. Życzę wszystkim jak najmniej spotkań z kleszczami.
Tekst: Dorota Sumińska, doktor weterynarii, pisze książki, prowadzi audycje radiowe i telewizyjne o zwierzętach.
Fotografie: K. Żuczkowski/Przegląd/Forum, Corbis